Archiwum: ‘wakacje’ Category
Wczasy za granicą na razie nie stały się dla Rosjan powszechną praktyką; nie może sobie na nie pozwolić 80 procent społeczeństwa - wynika z opublikowanego w sobotę sondażu.
W ciągu ostatnich trzech lat liczba tych, którzy uważają, że stać ich na zagraniczny odpoczynek, wzrosła o 2 proc. (z 13 do 15 proc.), a liczba tych, którzy są przeciwnego zdania, zmalała z 84 do 80 proc. - pokazują wyniki badań prowadzonych przez Fundację “Opinia Publiczna” (FOM). Zamieszcza je strona internetowa Newsru.com.
Nie wszyscy, którzy nie wyjeżdżają za granicę, tłumaczą to brakiem środków, choć dla większości (58 proc.) to jest właśnie powodem. 6 proc. tłumaczy, że nie może opuścić pracy, 3 proc. objaśnia to problemami osobistymi, jeszcze mniejszy odsetek - złym stanem zdrowia, podeszłym wiekiem i innymi przyczynami.
Gdyby mieli możliwości finansowe ci Rosjanie, którzy ich nie mają, to najchętniej odwiedziliby Francję (12 proc.), Włochy (10 proc.) i Niemcy (8 proc.). Kolejne miejsca zajmują Egipt i Turcja (7 i 6 proc.), USA wabią 6 proc. Rosjan, a Wielka Brytania i Grecja po 4 proc. Inne kraje jako cel podróży wymieniano rzadziej.
gazeta.pl
Hotele, Noclegi, Plaża, Wakacje, Wczasy
|
Codziennie nowy ląd Codziennie nowy lądCodziennie nowy ląd Statki wycieczkowe do portów i wysp przybijają zwykle o świcie. Ich pasażerowie codziennie mogą oglądać nowe widoki, poznawać nowe lądy, wsłuchiwać się w odgłosy tropikalnych lasów. Również w Polsce zaczyna się moda na rejsy luksusowymi cruseiramiWśród czterdziestu polskich pasażerów, którzy popłynęli niedawno jednym z nich do portów Meksyku, Hondurasu i Belize, jedynie dwoje uczestniczyło wcześniej w takim rejsie.
– Większość osób z naszej grupy wiele razy spędzała wakacje za granicą, niektóre zwiedziły prawie cały świat. Ale rejs był dla nich czymś nowym – mów Karolina Kosińska ze specjalizującego się w turystyce morskiej i egzotycznej biura podróży Rudolf Travel.
Pamiętamy o „Batorym”Codziennie nowy ląd
Rejsy na statkach wycieczkowych, dawniej dostępne jedynie dla nielicznych, stały się na świecie w ciągu ostatnich kilkunastu lat jednym z najpopularniejszych sposobów spędzania letnich i zimowych wakacji. Największymi ich amatorami są Niemcy, Francuzi i Hiszpanie. Prawdziwy boom zaczął się około dziesięciu lat temu, gdy liczba pasażerów wycieczkowych cruseirów wzrastała z roku na rok o 30 proc. W latach 1998 – 2002 przybyły też setki luksusowych jednostek. W tej chwili jest ich ponad 500, a licząc z mniejszymi statkami i jachtami – około tysiąca. Liczba armatorów specjalizujących się w żegludze wycieczkowej, licząc tylko największych, przekroczyła już 60. Do najbardziej znanych, nastawionych na podróżnych o średnich dochodach, należą Pullmantur, Norwegian Cruise Line, Costa, Carnival. Dla podróżnych o najwyższych wymaganiach przeznaczone są statki linii takich, jak Cunard czy Silversea. Ceny rejsów na nich zaczynają się od 5 – 6 tys. euro, a pasażerów obowiązuje bezwzględny zakaz wzajemnego fotografowania się. Wielka morska fala w światowej turystyce dotychczas nas omijała. Był to symbol niedostępnego dla zwykłego śmiertelnika luksusu. – Większości polskich turystów, zwłaszcza starszych, rejs statkiem wycieczkowym na morza południowe kojarzył się ze słynnymi, znanymi głównie z literatury wyprawami „Batorym” na Wyspy Kanaryjskie – ocenia prezes Rudolf Travel Barbara Plebankiewicz.
Taniej na Karaiby wakacje
Wyobrażenie to okazało się niezwykle żywotne nawet w czasach, gdy Polacy masowo ruszyli na wakacje za granicę. Armatorzy nie zwracali większej uwagi na polskich turystów. Niektórzy z nich mają wprawdzie w Polsce przedstawicielstwa, ale ceny wycieczek są w nich wyższe o 30, a czasem nawet 50 proc., niż oferowane np. przez biura podróży w Niemczech. Do tego klient musi z reguły sam zorganizować sobie przelot do portu, z którego wypływa statek. Jedynie nieliczne biura podróży starały się zachęcać turystów do wycieczek na dalekie morza. Biuro Marco Polo od prawie dwudziestu lat oferuje rejsy na różnych statkach i jachtach i w tym czasie zyskało niezbyt może liczną, ale wierną grupę klientów. Przed czterema laty rozszerzyło ofertę o podróże na wielkich wycieczkowcach. Cieszyły się one dotychczas umiarkowanym powodzeniem. Ale od początku tego roku liczba klientów wzrosła w porównaniu z ubiegłą zimą kilkakrotnie.
Od prawie roku działa w Warszawie biuro Rudolf Travel. Ta polska spółka specjalizującego się od lat w wycieczkach morskich niemieckiego biura Rudolf Reisen oferuje, podobnie jak w Niemczech, setki rejsów po morzach całego świata na statkach pięćdziesięciu armatorów. Można je kupić w pakietach obejmujących przelot po cenach nieodbiegających od cen zwykłych wycieczek do egzotycznych krajów. Na ośmiodniowy rejs na Morzu Karaibskim, z dodatkowymi noclegami w Miami, skąd wypływa statek, i przelotem możemy popłynąć już np. za ok. 4 tys. zł.
Nowoczesny statek wycieczkowy to wielki pływający hotel – zresztą podobnie jak hotelom przyznaje się im gwiazdki, z reguły cztery lub pięć – zabierający 1500 – 3500 pasażerów, na którym znajdziemy wszystko, co potrzebne, by spędzić komfortowe wakacje. Od basenów, saun, urządzeń spa i sal gimnastycznych po restauracje specjalizujące się w różnych kuchniach, bary, puby, kina i teatry. Dzieci – a płyną one z reguły za darmo – można oddać pod fachową opiekę, bez obawy, że będą się nudzić.
– Na statku zawsze coś się dzieje. Możemy uczestniczyć w dziesiątkach różnych imprez, z których największą jest gala z udziałem kapitana. Ale pomimo wielkiej liczby pasażerów ani na pokładach, ani w barach nie ma tłoku. Nie zdarzają się też nocne hałasy – zapewnia Karolina Kosińska. – Najwyżej trzeba liczyć się czasem z niewielkim kołysaniem.
Taksówka w każdym porcie
Wygody i atrakcje, z jakich można korzystać na statku, sprawiają, że część pasażerów w ogóle nie schodzi na ląd. Celują w tym zwłaszcza Amerykanie. Polacy na ogół ich nie naśladują. Większość z naszych turystów traktuje rejs jako okazję do poznania w ciągu zaledwie tygodnia czy dwóch kilku egzotycznych krajów. Zwykle w portach pierwsi schodzą ze statków i ostatni na nie wracają. Na pokładzie działa biuro podroży, oferujące kilkugodzinne wycieczki do najciekawszych miejsc w okolicy. Wiele osób woli jednak bliższy kontakt z odwiedzanymi krajami i organizuje sobie wypady na ląd na własną rękę. W każdym porcie na pasażerów wycieczkowców czekają taksówki i miejscowi przewodnicy. Wycieczkowce pływają po wszystkich wodach świata, głównie jednak po Morzu Karaibskim i Śródziemnym. Sezon na Karaibach to dla turystów z Europy okres od listopada do marca. Większość statków wypływa z Miami (co, niestety, oznacza dla Polaków konieczność uzyskania wizy amerykańskiej). Najkrótsze i na ogół najtańsze są rejsy na wschodnie Karaiby z postojami na Bahamach, St. Thomas, Dominikanie. Nieco dłuższe – na południe, do portów Barbados, San Lucia, Grenady, Curacao.
Wiosną część statków przepływa Atlantyk i dołącza do floty wycieczkowców pływających po Morzu Śródziemnym – z Barcelony, Nicei, Genui, Pireusu. Coraz więcej cruseirów pływa też po Morzu Północnym, np. do norweskich fiordów, i po Bałtyku. W tym roku pierwszy raz od czasów „Stefana Batorego” będzie można wsiąść na statek wycieczkowy w Gdyni.
rp.pl
|
Na plażach staną “czarne punkty” Do tablic informujących kierowców o czarnych punktach zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Podobne tablice staną też nad wodą.
Według policyjnych statystyk, w ubiegłym roku więcej osób utonęło na wodach śródlądowych niż nad morzem. Dlatego policja chce od maja postawić specjalne tablice w miejscach niebezpiecznych i tam gdzie zdarzyły się utonięcia. Na plażach
Tablic będzie ponad 20. Staną na dzikich plażach, między innymi na Jeziorze Głębokim, a także nad morzem. W ubiegłym roku w Bałtyku utonęło 5 osób, a na pozostałych akwenach - 32.
Zastępca Komendanta Wojewódzkiego w Szczecinie, młodszy inspektor Jacek Fabisiak mówi, że znakowane będą miejsca, w których dochodziło do utonięć, bądź niebezpiecznych z racji wirów i ukształtowania dna.
Tablice będą żółte, z czarnym wizerunkiem tonącego człowieka. “czarne punkty”
onet.pl
Noclegi, Wakacje, Wczasy
|
Płoccy emeryci i renciści uroczyście rozpoczęli wczoraj 23. już turnus wczasów na działkach.
Naprawdę lubią tak spędzać czas. Co rano spotykają się w ogródkach przy Gwardii Ludowej, jedzą tam śniadanie, potem obiad i kolację. Ale przede wszystkim rozmawiają, odpoczywają wśród zieleni, grają w kraty. Są też ich ulubione zabawy taneczne, pogadanki. Wieczorem wszyscy wracają do domów. Wczasy takie organizuje Polski Związek Działkowców, w finansuje urząd miasta.
gazeta.pl
|
Zagraniczne mieszkania czy domy kupujemy dziś przeważnie w dwóch celach – z myślą o ich wynajmie lub wysokiej stopie zwrotu. Dlatego też zainteresowanie klientów sięga w różne strony – od Hiszpanii po Dubaj. – Coraz popularniejsze staje się kupowanie nieruchomości, głównie w celach inwestycyjnych, w USA czy też krajach, w których obowiązującą walutą jest dolar amerykański – mówi Jacek Szyc, szef biura nieruchomości Carisma.
W egzotycznych krajach
Gdzie kupować? – Warto przyglądać się szczególnie tym krajom, które do tej pory znajdowały się na marginesie aktywności inwestorów z całego świata, a które od lat znajdują się w centrum zainteresowania turystów. Turysta to bowiem potencjalny najemca naszej nieruchomości na okres wakacji. Popularność niektórych regionów wśród obieżyświatów czy urlopowiczów to gwarancja, że nasza inwestycja zacznie na siebie zarabiać, a tym samym zwracać poniesione na jej zakup koszty – opowiada Agnieszka Kranich, koordynator ds. nieruchomości zagranicznych w redNet 24 Agencja Nieruchomości.
Zauważa, że od wejścia w struktury Unii Europejskiej coraz bardziej na atrakcyjności zyskuje Bułgaria. Warto również zwrócić uwagę na szybko rozwijający się rynek nieruchomości w Turcji. Inwestorów coraz skuteczniej kuszą też bardziej egzotyczne kraje, w których spodziewany jest znaczny wzrost cen, np. Tajlandia i Malezja.
Odkrywanie Wenezueli
– Jednym z najnowszych odkryć naszych specjalistów jest również Wenezuela, a szczególnie wenezuelskie wyspy na Morzu Karaibskim – Coche i Margarita. Nie dość, że są to miejsca naprawdę piękne, to jeszcze pięknie zarabiające na siebie – przewidywany zwrot z wynajmu w ciągu roku sięga 17,5 – 20 proc. – opowiada Agnieszka Kranich.
Jak podaje Jacek Szyc, ostatnio sporym zainteresowaniem cieszą się apartamenty w stolicy Emiratów Arabskich, czyli w Dubaju.
Najbardziej przegrzane rynki to takie, w których wartość nieruchomości jest na tyle wysoka, że wpływ z ich wynajmu lub sprzedaży w celu zarobku nie przyniesie oczekiwanej wartości. – Nie inwestujmy tam, gdzie ceny nie będą już rosły, oraz tam, gdzie zwrot z wynajmu nie pokryje kosztów naszej inwestycji – Agnieszka Kranich.
Atrakcyjne oferty
Sporym zainteresowaniem cieszy się ostatnio Egipt – coraz więcej inwestorów, m.in. z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Rosji, szuka tu ciekawych ofert. W efekcie w niektórych miejscowościach ceny rosły nawet w tempie 250 proc. rocznie. Podczas gdy sześć lat temu metr kwadratowy kosztował ok. 600 funtów egipskich, czyli ok. 300 złotych, dziś stawki te sięgają 1,2 – 5 tys. funtów. Mimo to są to stawki wciąż atrakcyjne. – Egipskie kurorty mają ofertę tańszą o ok. 30 – 40 proc. niż bułgarskie atrakcyjne miejscowości wypoczynkowe. A za cenę sprzedanego w Polsce mieszkania możemy w Egipcie kupić apartament – twierdzi Jacek Szyc.Jak bowiem podają analitycy z Money.pl, apartament nad Morzem Czerwonym kosztuje nawet i 150 tys. zł. Na przykład umeblowana kawalerka z drugiej ręki, pow. ok. 50 mkw. w ścisłym centrum Hurghady, egipskiego kurortu, kosztuje ok. 30 tys. dolarów amerykańskich. Małe mieszkanie w bardziej atrakcyjnych dzielnicach kosztują ok. 45 – 50 tys. dolarów – tak wynika z raportu Money.pl.
Szoku nie wzbudzają też ceny mieszkań i apartamentów w nowych projektach, które powstają głównie z myślą o cudzoziemcach w egipskich kurortach na riwierze Morza Czerwonego. Metr kwadratowy w nowym mieszkaniu kosztuje ok. 2500 funtów egipskich za stan surowy. Mieszkania w lepszym standardzie wykończenia kosztują ok. 3 – 3,2 tys. funtów egipskich. Lokal w standardzie pod klucz to wydatek ok. 4 tys. funtów egipskich za każdy metr. Niemal o połowę tańsze są Aleksandria i Kair.
Na różnych warunkach
Inwestorzy, zależnie od charakteru kraju, skupiają się na nieruchomościach wakacyjnych bądź komercyjnych. W tym pierwszym przypadku mogą to być rezydencje, domy lub apartamenty w luksusowych kondominiach. – Warunkiem koniecznym sukcesu rynkowego jest w pierwszej kolejności znakomita lokalizacja w znanym i uznanym kurorcie, lokalizacja w pierwszej linii brzegowej, z wieloma funkcjami dodatkowymi, takimi jak basen czy kort tenisowy. Podaż tego rodzaju nieruchomości jest ogromna. Wymagający klient poszukuje najlepszych lokalizacji, dających, na coraz bardziej konkurencyjnym rynku, gwarancję i pewność zakładanych zwrotów zainwestowanego kapitału – opowiada Anna Terlecka CB Richard Ellis.
W każdym, choćby najbardziej cywilizowanym kraju należy jednak ostrożnie podejmować decyzję o zakupie lokum. Przede wszystkim warto sprawdzić warunki sprzedaży nieruchomości cudzoziemcom. – Czasem problemy z zagraniczną nieruchomością nie są rezultatem skomplikowanego systemu nabywania mienia czy nieuczciwości sprzedawców, lecz efektem nieznajomości lokalnej specyfiki. Na przykład ceny metra kwadratowego w Bułgarii i Rumunii często wydają się Polakom bardzo konkurencyjne wobec podobnych projektów w Polsce. Jednak według tamtejszych standardów do powierzchni użytkowej mieszkania lub domu wlicza się również np. metraż balkonu, tarasu, loggii itd. i dopiero przez tak „powiększoną” liczbę dzieli się cenę całkowitą lokalu, która niekiedy bywa porównywalna z polskimi projektami – opowiada Agnieszka Kranich.
Źródło : Rzeczpospolita
|
Usługi, Warto wiedzieć, Wczasy Jak wynika z badań, przedstawionych przez Travel Industry Association. 85 proc. turystów, którzy korzystają z Internetu przy wstępnym planowaniu podróży, jednocześnie dokonuje w sieci rezerwacji hotelu oraz biletów lotniczych.
Według preferencji międzynarodowych turystów (USA, Europa) korzystających z sieci, liczba osób, które korzystają z rezerwacji internetowych zwiększyła się do poziomu 85 proc. w 2006 r., z 82 proc. w roku 2005.
90 proc. użytkowników sieci wykorzystało portale do planowania podróży prywatnych, zaś 25 proc. - biznesowych. Najczęściej używano takich portali, jak Expedia, Travelocity, Priceline, wyszukiwarek Google i Yahoo, a także stron linii lotniczych oraz hoteli. Ponad to ok. 30 proc. podróżujących internautów korzysta ze stron www, aby sprawdzić numer telefonu do hotelu, czy do biura podróży.
W związku z rozwojem rezerwacji on-line, spadła liczba rezerwacji dokonywanych przez biura podróży z 39 do 31 proc. 34 proc. osób rezerwujących hotele i podróże on-line jednocześnie dokonuje za pomocą sieci wynajmu samochodów i wydaje przy tym średnio 1,2 tys. USD. Kobiety chętniej korzystają z zakupów turystycznych w internecie niż mężczyźni (56 do 44 proc.) i dokonują tam wszystkich rezerwacji (55 do 45 proc.).
źródło: hotelprofit.pl
Wczasy w świnoujściu
|
Inne, Nieruchomości, Wczasy Wspinałem się po skalach, tłukłem się gazikiem z szalonym kierowcą po dzikich wertepach, jeździłem rowerem i myszkowałem po niezwykłym kamiennym lesie. Ale - choć w Złotych Piaskach mieszkałem
tydzień - kąpałem się tylko dwa razy. I nie dlatego, że zawiodła pogoda - zabrakło mi czasu
Złote Piaski
A zamierzałem się wykąpać za wszystkie czasy. Bo nie ma jak Morze Czarne. Bywam tam prawie co roku, jak nie w Bułgarii, to w Rumunii. Niech się schowa Morze Śródziemne czy Adriatyk! Woda ciepła (25-26 stopni), a najważniejsze, że sól nie żre w oczy i nie trzeba co chwila biegać pod prysznic. Ale największa frajda to fale - już 20-30 m od brzegu są nawet trzy-pięcio-metrowe. Nadchodzą regularnie, co jedną, dwie minuty, a gromady amatorów zanurzonych po pierś w wodzie czekają w gotowości. Lubię znaleźć się na wierzchołku fali dokładnie w chwili, gdy się zwala - emocje gwarantowane. Niestety, jak powiedział mi zaprzyjaźniony Bułgar Georgij, czas fal to sierpień.
Prawie wszystkie plaże w Złotych Piaskach są prywatne (leżak i parasol 6 lewów, materac 3). Tym, którzy nie chcą płacić, zostawiono kilkumetrowej szerokości pas piasku nad samą wodą. Na plaży możemy skorzystać z masażu (20 lewów), popływać rowerem wodnym lub kanu (10 lewów za godz.), pożeglować na desce (15 lewów za godz.) albo pofruwać na holowanym przez motorówkę spadochronie (jedna osoba 40 lewów, dwie 60).
Między plażowiczami krążą sprzedawcy owoców. Nudystów nie widziałem, toples w Złotych Piaskach przyjmuje się raczej opornie.
Molo woła o pomstę do nieba - nie dość, że krótkie, to przerdzewiałe, a w betonowej nawierzchni pełno dziur. Wygląda, jakby za chwilę miało się rozpaść. Ostatecznie nie musimy iść na plażę - prawie każdy hotel ma basen. W Złotych Piaskach jest też park wodny Aquapolis (całodzienny karnet 24 lewy, dzieci 8).
Na tle trochę zaniedbanej Bułgarii Złote Piaski to naprawdę elegancki świat. Jest dosyć czysto, bezpiecznie, pełno eleganckich hoteli. Na ulicach najczęściej słychać niemiecki, rosyjski i polski. Wieczorami gesty tłum na nadmorskim deptaku i sąsiednich ulicach, sklepy, knajpy i dyskoteki czynne do rana. Pełno straganów z pamiątkami, biżuterią i wszelkiego rodzaju dobrem. Uliczni malarze na poczekaniu zrobią nam portret (okropny zresztą). Wszędzie muzyka na żywo. Obok mojego hotelu śpiewał “Elvis Presley” w białym kostiumie, a w hotelu umilał mi czas “Elton John”.
Złote Piaski - kilka rad i cen (w lewach)
<i>• parkowanie w centrum - 4 na dobę
• kantory i bankomaty co krok, 1 euro = 1,90-1,92 lewów
• żywność trochę droższa niż w Polsce, np. hamburger 3,5, gotowana kukurydza 1, kawa 2,5 (na prowincji 1 lub nawet 0,5)
• wypożyczenie samochodu - ok. 31, nowego ok. 40-45 na dobę
• przy prawie każdym większym hotelu stoi ambulans, a w środku całą dobę dyżuruje lekarz
• z wieloma Bułgarami można porozumieć się po polsku
• kawiarenka internetowa - 4 za godz., pakiet 4-godz. - 10
• benzyna - 95-oktanowa 1,83, ropa 1,63, gaz 83.</i>
• http://www.goldensands.bg/index-pl.htm - Złote Piaski
• http://zlatni-piasaci-hotels.internet-bg.net - hotele
Kaliakra i Bałczik
Wycieczki zacząłem od przylądka Kaliakra (ok. 70 km od Złotych Piasków). U jego nasady stoi dziwny (współczesny) pomnik trzech dziewcząt trzymających się za włosy. Wiąże się on ze smutną legendą. Gdy w XV w. Turcy zdobyli twierdzę Kaliakrę, zażądali 40 pięknych dziewcząt do haremu sułtana. One jednak wolały śmierć niż hańbę - splotły swoje długie włosy i z urwiska rzuciły się do morza.
gazeta.pl
|
Inne, Nieruchomości, Uroda, Warto wiedzieć, Wczasy
Wakacje za pasem, wielu Polaków już niedługo wyjedzie na długo oczekiwany urlop. Jeśli zostawiasz mieszkanie bez opieki, lepiej dmuchać na zimne i je ubezpieczyć
Niebezpieczeństwa czyhają na dorobek naszego życia na każdym kroku - sąsiad z góry może nie zakręcić dopływu do pralki i wyjechać z dzieciakami nad morze. Skutek? Nasze mieszkanie zalane, ściany do malowania, podłoga do wymiany. Naszym lokum może zainteresować się też złodziej, włamać się i ukraść wartościowe rzeczy. W obu przypadkach dla właściciela domu oznacza to masę wydatków.
Przynajmniej części z nich można jednak uniknąć, jeśli skorzystamy z oferty jednej z firm ubezpieczeniowych. Zakup polisy ubezpieczeniowej na mieszkanie to wydatek rzędu kilkuset złotych rocznie. To niezbyt dużo, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że dzięki niej możemy przynajmniej częściowo zrekompensować straty poniesione w wyniku kradzieży lub wypadków losowych.
Gdy wykupujesz polisę, każda firma ubezpieczeniowa zaoferuje ci - po pierwsze - ubezpieczenie mienia i odpowiedzialności cywilnej (OC). Z ubezpieczenia mienia skorzystamy wtedy, gdy nasze mieszkanie zostanie zalane lub np. spalone albo “zaopiekuje się” nim złodziej. Ubezpieczamy wszystkie sprzęty domowe: sprzęt RTV i AGD, komputer, meble itd. (to tzw. mienie ruchome) oraz mury, czyli ściany, stropy, belki, instalacje, okna czy drzwi zewnętrzne.
Wykupione ubezpieczenie OC przyda nam się, gdy sami doprowadzimy do nieszczęścia, np. zalejemy sąsiada z dołu. W takim wypadku firma ubezpieczeniowa przynajmniej częściowo zrekompensuje naszemu sąsiadowi wyrządzone przez nas szkody.
Firmy ubezpieczeniowe coraz częściej w ramach pakietów oferują ubezpieczenie assistance, czyli dodatkową pomoc w przypadku nieszczęścia. Na czym może polegać taka pomoc? Na przykład na zorganizowaniu opieki medycznej czy pobytu w hotelu.
Szukając najlepszego dla nas ubezpieczenia, zazwyczaj kierujemy się wysokością składki. Ale najważniejszym elementem polisy jest zakres oferowanego ubezpieczenia.
Niektóre z polis chronią nas np. tylko przed skutkami włamania i kradzieży, inne również od aktów wandalizmu, powodzi, wybuchu, gradobicia, zalania, huraganu, działania ognia i wielu innych przykrych w skutkach zdarzeń. Z polisy często można też pokryć koszty, które powstały wskutek przeprowadzenia akcji ratowniczej lub związane ze sprzątnięciem lokalu po szkodzie. Firmy ubezpieczeniowe najczęściej oferują swoje produkty w pakietach. Przykładowo UNIQA przy ubezpieczaniu lokali i budynków mieszkalnych oferuje trzy zakresy: Basis, Komfort i Europa. Pierwszy z nich zawiera tylko podstawowy zakres ubezpieczenia, m.in. od uderzenia pioruna, pożaru, wybuchu, huraganu, powodzi czy gradu. Pakiet Europa pokrywa dodatkowo m.in. kradzież z włamaniem, wandalizm, stłuczenie szyb, przepięcie czy uderzenie pojazdu mechanicznego. Podobnie zakresy ubezpieczenia możemy rozszerzać u innych ubezpieczycieli, ale oczywiście im szerszy zakres, tym droższa polisa.
Ubezpieczenie to polega na przyjęciu odpowiedzialności za wszystko, co nie jest wyłączone w ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU). Zanim podpiszesz polisę ubezpieczeniową, zawsze dokładnie ją przeczytaj. Zakres ubezpieczania i to, co ubezpieczamy, są opisane w ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU). Dokument ten mówi nam także, jakie mamy prawa oraz obowiązki związane z podpisaniem umowy ubezpieczenia. Zanim więc zdecydujesz się na konkretną firmę ubezpieczeniową, porównaj ze sobą oferty różnych firm i wybierz tę, która w największym stopniu spełni twoje oczekiwania.
Przy wyborze polisy warto kierować się położeniem naszego mieszkania. Mieszkania np. na ostatnim piętrze w wieżowcu nie ma sensu ubezpieczać od skutków powodzi. Warto jednak ubezpieczyć się od zalania sąsiada. Z kolei, mieszkając w domu w rejonie zadrzewionym, warto pomyśleć o ubezpieczeniu od upadku drzew, nad rzeką - od powodzi.
Wysokości składek mogą się różnić w zależności od wielu czynników, m.in. od kwoty, na jaką ubezpieczamy mieszkanie, od zakresu ochrony, ryzyka wystąpienia poszczególnych zdarzeń, np. kradzieży czy powodzi, od rodzaju budynku czy piętra, na którym mieszkamy. Generalnie: im wyższa kwota ubezpieczenia, tym wyższa składka. I tak przykładowo dla 50-metrowego mieszkania składka ubezpieczenia murów (przy ubezpieczeniu od ognia i zdarzeń losowych na 150 tys. zł) waha się u firm ubezpieczeniowych od mniej więcej 50 zł w wersjach podstawowych do mniej więcej 180 zł w droższych pakietach. Do tego dochodzi ubezpieczenie ruchomości w domu. Przy sumie ubezpieczenia od kradzieży z włamaniem i zdarzeń losowych na kwotę 20 tys. zł składka to 90-300 zł. Roczne ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej to około 8-30 zł.
Warto pamiętać
Zanim podpiszesz umowę, sprawdź, jakie są tzw. limity odpowiedzialności oraz wyłączenia.
Limity odpowiedzialności. Firmy ubezpieczeniowe wprowadzają je na niektóre dobra czy elementy domu. O co chodzi? Jeśli mamy na przykład kuchenkę za 5 tys. zł, a limit odpowiedzialności w umowie wynosi 50 proc., to oznacza, że gdy złodziej ją ukradnie, to nie dostaniemy od ubezpieczyciela więcej niż 2,5 tys. zł. Niższe limity mają z reguły te sprzęty, które łatwiej jest ukraść i które szybciej się starzeją, np. sprzęt RTV i komputer, oraz takie, które są zdecydowanie droższe od pozostałych rzeczy z naszego majątku. Bardzo niskie limity (nawet ok. 10 proc.) mają pieniądze w gotówce i biżuteria. W niektórych firmach można zwiększyć limity za odpowiednią dopłatą. Często wyższe limity występują w droższych pakietach ubezpieczeniowych.
Wyłączenia. Każda firma ubezpieczeniowa w OWU zastrzega, kiedy nie wypłaci nam odszkodowania. Najczęściej chodzi tu o szkody powstałe wskutek naszego niedopatrzenia lub zaniedbania. Jeśli dom zostanie zalany przez to, że w dachu była dziura, a to do nas należało jej zlikwidowanie, to ubezpieczyciel może nam nie przyznać odszkodowania. Firma ubezpieczeniowa nie wypłaci też odszkodowania, jeśli np. spalimy kuchnię po pijanemu czy budynek, w którym mieszkamy, został zbudowany niezgodnie ze sztuką budowlaną lub z niewłaściwych materiałów. Nikt nam prawdopodobnie nie zwróci pieniędzy za ukradziony sprzęt z balkonu czy tarasu albo za skradzione mienie z mieszkania, jeśli niewystarczająco dobrze je zabezpieczyliśmy (np. zostawiliśmy otwarte drzwi, a firma ubezpieczeniowa to udowodni).
UWAGA! Jeśli podpiszesz umowę ubezpieczenia, a później okaże się, że nie doczytałeś wszystkiego do końca, nie wszystko stracone. Zwykły śmiertelnik może odstąpić od umowy ubezpieczenia w ciągu 30 dni od jej zawarcia, firmy mają na to tylko siedem dni.
Jak są wyceniane nasze rzeczy?
Suma ubezpieczenia to kwota, na którą nasz dobytek jest ubezpieczony. Z kolei wartość ubezpieczenia to wartość ubezpieczonego majątku. Jeśli zdarzy się nieszczęście, to pełne odszkodowanie (to znaczy takie, które w 100 proc. pokryje szkody) dostaniesz wówczas, gdy suma ubezpieczenia jest równa wartości ubezpieczanego mienia.
Ubezpieczyciele stosują różne metody wyceny naszego majątku - rzeczywistą (czyli cenę zakupu pomniejszoną o zużycie), którą firmy ubezpieczeniowe stosują często w przypadku tańszych polis, czy odtworzeniową (przy której biorą pod uwagę cenę zakupu).
Załóżmy, że ubezpieczymy nasz dobytek według wartości rzeczywistej. Telewizor, który kupiliśmy trzy lata temu za 2 tys. zł, teraz jest warty 800 zł. Jeśli go ukradną, to maksymalnie (zakładając, że nie ma limitów odpowiedzialności) dostaniemy od ubezpieczyciela 800 zł. Za taką sumę nie kupimy podobnego nowego telewizora.
Wyjściem z sytuacji jest wycenienie telewizora według jego wartości odtworzeniowej, czyli ceny zakupu. Wtedy, jeśli nie ma limitów odpowiedzialności, mamy szansę na odkupienie podobnego nowego sprzętu.
gazeta.pl
|
Długi w dół, hotel w górę
Centrum hotelowe ma powstać przy stadionie GKS Wybrzeże. Pojawił się inwestor, który, kupując klubowy teren, pozwoli na spłacenie długów i uratowanie drużyny żużlowców
Podpisano już umowę przedwstępną - tak wynika z naszych ustaleń. Z terenu należącego do GKS Wybrzeże ma być wykrojona parcela licząca prawie dwa hektary. Cena to równowartość 86 dolarów za metr kwadratowy. W sumie ponad 6 mln zł - mniej więcej tyle, ile wynosi zadłużenie klubu. Kto ma być nabywcą? Gdańska spółka Damark Konsultant, zajmująca się obrotem nieruchomościami. Jej właściciel Dariusz Czerwiński twierdzi, że od dłuższego czasu interesował się sytuacją GKS Wybrzeże. Zaczął skupować od wierzycieli klubowe długi. Nabył m.in. zobowiązania, jakie GKS miał wobec byłych zawodników.
- Ci ludzie zostali oszukani, nabici w butelkę, dwa lata temu nie mieli co włożyć do garnka - mówi Czerwiński. - Dziś jestem głównym wierzycielem. Mam nadzieję, że najpóźniej w październiku będzie podpisana ostateczna umowa. Chciałbym na tym terenie wybudować hotel.
Według naszych ustaleń Damark Konsultant działa w imieniu biznesmena z Londynu.
Dariusz Czerwiński uważa, że jego oferta jest dla klubu atrakcyjna. - Przecież to blisko trzysta złotych za metr, ceny w tej okolicy są niższe - tłumaczy. - Za niecałe dwa hektary klub pozbędzie się długów wynoszących prawie siedem milionów złotych. Halę sportową będzie mogło przejąć miasto, a stadion i inne zabudowania będą nadal służyć klubowi żużlowemu. To bardzo korzystne rozwiązanie w porównaniu z tym, co ma w planach komornik. Według jego wyceny cały majątek klubu jest wart 10 milionów, łącznie z halą i stadionem.
Prezes GKS Wybrzeże Marek Formela nie chciał wypowiadać się na temat sprzedaży gruntu.
Okolice stadionu żużlowego położone przy trasie wylotowej z Gdańska to bardzo atrakcyjny teren. Kilka miesięcy temu powstał tam duży salon samochodowy, wcześniej jedną z pobliskich działek interesowała się znana francuska grupa hotelowa. Wtedy chciała zapłacić 400-500 złotych za metr kwadratowy terenu. Do transakcji nie doszło, bo gmina, właściciel nieruchomości, zażądała ponad dwa razy więcej.
gazeta.pl
Roman Daszczyński, Sławomir Sowula
|
|
|
|